Strony

środa, 6 listopada 2013

Z cyklu "wakacje na własną rękę", czyli podsumowanie wyjazdu do Katalonii


Nadszedł czas na podsumowanie, również to finansowe, mojego wyjazdu do Katalonii. Co prawda mogłabym tak jeszcze pisać i pisać o tym pięknym zakątku świata, ale jednocześnie chciałabym Wam już opowiedzieć o innym wspaniałym miejscu.
A było tak…
Wszystko zrodziło się w mojej głowie jeszcze w lipcu, czyli ok dwa miesiące przed planowaną podróżą, kiedy to natrafiłam na atrakcyjne cenowo bilety na lot Ryanairem z Bydgoszczy do Girony za 270 zł od osoby w obie strony (ostatnio widziałam nawet poniżej dwustu złotych!). Właściwie to od początku roku planowałam wyjazd w zupełnie innym kierunku, na celowniku była bowiem ponowna wizyta w pięknej Chorwacji lub coraz modniejsza Czarnogóra. Ale w sumie czemu nie Katalonia?! Przecież spontaniczne decyzje bywają  najlepsze! Tak też się stało w tym przypadku.




Z góry zakładaliśmy, że w miarę możliwości, ma to być tani wyjazd i szczerze mówiąc bez przesadnego oszczędzania udało nam się nie przekroczyć ustalonego limitu przeznaczonego na tegoroczny urlop. Przy tzw. tanim podróżowaniu należy pamiętać o kilku ważnych rzeczach, przede wszystkim jeśli lecimy samolotem, dobrze jest się zdecydować na bagaż podręczny, co zdecydowanie obniża koszty.  Początkowo myślałam, że zmieszczenie się w tak małą walizkę na 14 dni jest dla mnie nieosiągalne, ale jak się okazało, nawet nie użyłam wszystkich zabranych rzeczy.  Jak już uda nam się znaleźć tani lot (a obecnie jest chyba coraz więcej promocji) i pogodzimy się z faktem zabrania ze sobą tylko małej walizki to można przejść do planowania noclegów.  Podróżowałam w grupie czteroosobowej więc koszt noclegu w dwupokojowym apartamencie z aneksem kuchennym też wyszedł baaardzo przyzwoity. Jeśli wybieracie się w te rejony to z czystym sumieniem mogę polecić Apartamentos Bolero Park w Lloret de Mar. W okresie 14-28 września 2013 r. zapłaciliśmy 2100 zł za 4 osoby. Czyli 525 zł od osoby za dwa tygodnie. Jest to świetna baza wypadowa do sąsiednich miejscowości czy Barcelony. Do spokojnej plaży Fenals ok 700 m. Do plaży przy deptaku w Lloret tez podobnie. Jest duży basen, brodzik i jacuzzi. W barze przy basenie jest darmowe Wi-Fi. Kompleks może troszkę podstarzały i wymaga odświeżenia ale jak za taka cenę to daje rade.  Rezerwowaliśmy przez www.booking.com ok miesiąc przed terminem wylotu. 
Basen hotelu Bolero Park

Widok z okna na góry/Bolero Park

Jeśli chodzi o jedzenie to warto zaopatrywać się w dużych marketach, my głównie korzystaliśmy z sieci DIA Mercat . Warzywa, owoce, ryby czy inne skarby z morza można kupić w dobrej cenie na lokalnym bazarku. Obiady w restauracjach wyszły by duuużo drożej niż gotowanie w domu, np. za paellę z krewetkami przeciętnie trzeba zapłacić ok 10 - 14 Euro, duża pizza kosztuje podobnie. Przeważnie wyglądało to tak:  śniadania w postaci słodkiej owsianki z kromką chleba posmarowaną kremem orzechowym, na zmianę z klasyczną jajecznicą. 

Takie "coś" na obiad :-P


Obiad: Ciężko mi podać cenę przeciętnego posiłku, bywało,  że schodziliśmy poniżej 1 Euro od osoby, gdy gotowany był razowy makaron z sosem pomidorowym, oliwą, tuńczykiem i parmezanem. Za świeże kalmary na ryneczku płaciliśmy 9,90 Euro za kg, plus produkty na pyszną, piwną panierkę za kolejne 2 Euro co i tak daje mniej niż 3 Euro od osoby za obiad. Kolacja: Pyszne, chrupiące bagietki z oliwą z oliwek i szynką Serrano znikały w zatrważającym tempie. Aż sama nie dowierzam, że przez 14 dni, cztery osoby opróżniły trzy litrowe butelki hiszpańskiej oliwki.... 
 
Mercat DIA


taki tam, mięsny

lokalny bazarek

lokalny bazarek
Świeże kalmary
A pomiędzy posiłkami owoce, dużo pysznych, soczystych owoców. Arbuzy, melony, gruszki, anansy, do wyboru do koloru.  Myślę, że spokojnie można się tam wyżywić za niedużo większe pieniądze niż w Polsce.  


Jeśli chodzi o alkohole, to  za zmrożoną Sangrię w barze też przyszło by zapłacić od 6-9 Euro za litrowy dzbanek, ale po co, skoro sprawdzoną, najlepszą i najtańszą - Don Simon można było kupić już za 1,85 Euro i to w małym sklepiku, w samym centrum Lloret. Piwo San Miguel między 1,15 - 1,50 Euro, zależy od sklepu. Mocniejsze trunki jak whiskey i wódki zaczynały się od 9 Euro za litr.  Myślę, że za max 50 Euro od osoby można dobrze pojeść przez dwa tygodnie.
Don Simon o zachodzie słońca


Środki transportu: Za wszystkie bilety autobusowe, taksówki z lotniska do hotelu i z powrotem, pociąg do Barcelony i metro zapłaciliśmy ok 45 Euro/os.  Z lotniska dojechaliśmy do hotelu taxi ze względu na długi czas oczekiwania na autobus i na minimalną różnicę w cenie. Autobus był za 9 Euro a z panem taksówkarzem ustaliliśmy 10 Euro od osoby. Tzn.  cała taksówka kosztowała 60 Euro ale zgadaliśmy się z pewną sympatyczną parą z Polski, która akurat też jechała do Lloret de Mar.








Wstępy: Spora część wydatków to wstępy, za niektóre trzeba naprawdę słono zapłacić. Przykładowo zwiedzanie  L'Aquarium de Barcelona to koszt 20 Euro. Stadion Camp Nou Experience ok 23 Euro, wejścia do budowli Gaudiego również po prawie dwie dychy od głowy. Niestety zdzierają straszliwie :-P Natomiast można kupić coś takiego jak Barcelona Card, opłaca się gdy jesteście w tym mieście dłużej i planujecie dużo zwiedzać. Karta upoważnia do bardzo wielu zniżek. Kupując bilety wstępu  do ogrodów botanicznych np. Santa Clotilde (5 Euro) czy Marimurtra (6 Euro) warto je zachowywać, bo na każdy kolejny bilet do ogrodu czy muzeum uzyskamy 50% zniżki. 


3 komentarze:

  1. Zamierzam rowniez za jakis czas u "siebie" zrobic takie male podsumowanie "katalonskich wakacji".Ceny biletow do turystycznych atrakcji faktycznie nieco odstraszaja i zmuszaja do zastanowienia sie, czy nas na taka przyjemnosc stac.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma co owijać w bawełnę.... po prostu jest strasznie drogo! Jakby tak chcieć wszystko zobaczyć, to by się chyba portfel wywinął na drugą stronę... Ostatnio wyczytałam, że wstęp do Parku Guell też ma być płatny! O ile już nie jest, bo pewne źródła podają, że mieli wprowadzić opłaty od października, Jeśli tak jest to można powiedzieć, że załapałyśmy się ostatnim rzutem na taśmę :-) Rozbój w biały dzień... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Twój wpis bardzo mnie zachęcił do kolejnej hiszpańskiej eskapady. Jakimś cudem jeszcze w Katalonii nie byłam, ale już wiem, że muszę nadrobić zaległości;)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania :-)