Strony

piątek, 13 czerwca 2014

Sycylia zachodnia |Wstęp|



Minęły niemal trzy miesiące od zakupu biletów lotniczych, gdy wreszcie nadszedł "ten dzień". Dzień wyjazdu na słoneczną Sycylię. W całej swojej niecierpliwości, walizkę zaczęłam pakować już kilka dni wcześniej, a na koniec dołożyłam do niej tylko kilka niezbędnych rzeczy. Był poniedziałek. Budzik zadzwonił kilka minut po 5:00. Szybkie śniadanie, dopinanie bagaży, sprawdzenie dokumentów i w drogę. Zamówiony z dużym wyprzedzeniem ModlinBus dowiózł nas na lotnisko o czasie, chociaż w dalszym ciągu twierdzę, że ponad trzy godziny na przejazd z Łodzi, kawałek za Warszawę to dość długo. No ale nie będę wybrzydzać za te 12 zł za bilet :-) W Modlinie nikt nie ważył ani nie sprawdzał rozmiarów bagaży, więc odprawa przeszła sprawnie a samolot zarówno wystartował, jak i wylądował o czasie. Podczas całego lotu nie odklejałam obiektywu od samolotowego okienka. Widoki były tak wspaniałe, że zasługują na osobny foto-post, którego nie omieszkam popełnić.  W Trapani byliśmy mniej więcej o 15:30 i do odkrywania sycylijskich zakamarków pozostało nam tylko odebranie zamówionego wcześniej samochodu w Hertzu. I tutaj zaczęło się robić ciekawie... Otóż...na miejscu okazało się, że wbrew temu co było zawarte w ofercie, pomimo wykupienia pełnego (i drogocennego) ubezpieczenia, Hertz planuje nam zablokować na karcie kredytowej ponad 500 Euro kaucji, dodatkowo 150 Euro na pokrycie kosztów paliwa, w razie gdybyśmy nie oddali zatankowanego auta i jeszcze musielibyśmy dopłacić niemałe pieniądze za fakt oddania auta w innej lokalizacji. Dodam, że płacąc w PL za rezerwację, wyraźnie zaznaczałam gdzie planuje odebrać i oddać auto, co od razu wiązało się z wyższą ceną. Z panem, z drugiej strony okienka nie szło się nijak dogadać. Na nic zdały się też print screeny potwierdzenia rezerwacji, której dokonaliśmy jeszcze w Polsce, korzystając z promocyjnej oferty Ryanaira. Krótka piłka, albo kasa i kluczyki, albo nie ma samochodu... I co tu zrobić, gdy nie mamy specjalnej ochoty blokować sobie na karcie prawie tysiąca Euro, a noclegi są zarezerwowane na każdą noc w innej mieścinie i nie ma szans na sprawne przemieszczenie się we wszystkie zaplanowane miejsca komunikacją miejską? Z pomocą przyszła firma Maggiore, w której za niewiele większe pieniądze można wypożyczyć przyjemne, nowe autko bez konieczności uiszczania żadnych niebotycznych zaliczek. Zablokowali zaledwie 150 Euro za paliwo, a i ze zwrotem nie było później problemu. Teraz pozostaje tylko sprawa odzyskania utopionych w Hertzu pieniędzy, natomiast nie zagłębie się w szczegóły tej procedury, bo tj. taka żenada, że aż szkoda na nią miejsca w tym poście. Tymczasem przejdę może do pozytywów, bo przecież nie zajrzeliście tu aby czytać wyłącznie moje narzekania.  Szczęśliwie dostaliśmy od Maggiore nowiutkiego, grafitowego Fiata 500, z panoramicznym dachem i pełną elektroniką. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić to brakowało mu tylko lakieru w białym kolorze i lusterek wymalowanych we włoską flagę. No cóż, widać nie wszystko można mieć na raz... ;-P


Dobijała 17:00 gdy wreszcie wydostaliśmy się z lotniska. Dosłownie na chwilę podjechaliśmy na pobliskie soliny, nie zostając jednak na planowany zachód słońca, gdyż nie wiedzieliśmy jaka czeka nas droga do pierwszego z zarezerwowanych hoteli w Erice. Obawy o jej krętość i brak oświetlenia okazały się całkiem uzasadnione, więc dobrze, że nie pojechaliśmy tam po ciemku. 






Z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że przez przypadek udało nam się upiec przysłowiowe dwie pieczenie na jednym ogniu, bo na soliny jeszcze udało nam się wrócić kolejnego dnia, a tymczasem załapaliśmy się na wspaniały widok, leżącego u stóp wzgórza, Trapani oraz owianych lekką mgłą Wysp Egadzkich na tle zachodzącego słońca. 








Lepiej żeby się Wam choć trochę te zdjęcia podobały, bo robiłam je w pełnym napięciu i z duszą na ramieniu, a raczej z psim oddechem za plecami. Wyobraźcie sobie taką sytuację: ściemnia się, stoję tyłem do wzgórza i w skupieniu robię 50 ujęcie tej samej panoramy, na wszelki wypadek gdyby te poprzednie 49 miało nie wyjść. Nagle odwracam się, aby sięgnąć po drugi obiektyw, a tam.... dziesięć, może nawet więcej par wpatrzonych we mnie psich oczu, bynajmniej nie wyglądających na udomowione... Były wszędzie! Na ulicy, na murku, w trawie! I co najgorsze...zbliżały się! 


Szczęśliwie mogę teraz pisać dla Was ten post, bo udało mi się sprytnie wślizgnąć do samochodu. Ale co się strachu najadłam to moje... Jeden członek tej dzikiej sfory gonił nas jeszcze przez pewien czas, a że Erice to dość strome wzgórze i ciężko przy podjeździe przekroczyć prędkość 20 km/h, to psi pysk widziałam w lusterku dobre kilka minut.  Za to po dojechaniu na szczyt wszystkie problemy poszły w niepamięć... o czym już niedługo.


 

14 komentarzy:

  1. Dzięki tym pięknym widokom uwiecznionym na zdjęciach, można zapomnieć o wszystkich niedogodnościach i problemach w podróży. Dobrze, że jakoś udało się załatwić ten samochód. Na podobne sytuacje trzeba być przygotowanym, ale i tak zawsze nas zaskakują.
    Ja raczej psów się nie boję, ale gdybym zobaczyła, że zbliża się do mnie ich cała chmara, a potem jeszcze gonią za samochodem, to też bym była w niezłym strachu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja z checia przeczytam o Twoich problemach z wynajeciem auta i ich rozwiazaniu.Ku przestrodze, na co zwracac uwage przy rezerwacji.Fantastyczne zdjecia jak zwykle i czekam na wiecej Sycylii.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. powiem Ci, że zdjęcia bajeczne - jak zawsze!
    ale ta przygoda z psami jeszcze bardziej hardcorowa niż problemy z autem - też byłabym w szoku i strachu!
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to pewnie były jakieś mile pieski... a ja wymyślam.... Teraz jak patrzę na ich mordki, to całkiem dobrze im patrzy z oczu ;-P

      Usuń
  4. Foto post jak najbardziej wskazany. Jakbym robiła tak piękne zdjęcia, jak Ty to bym je wszystkie wywoływała:) Sycylia musi być niesamowita.Dobrze, ze napisałaś gdzie można bez problemu wynająć auto. Może się przydać:)

    OdpowiedzUsuń
  5. w Sycylii się zakochałam! szczególnie w Taorminie, ale nie mogę się napatrzeć na Twoje zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem pod wieeeeeeeeeeeeeeklim wrażeniem i czekam na więcej. Cudowne zdjęcia. A ta przygoda z psiakami, no mogło być nieciekawie... Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Sycylia jest przepiękna, zarówno na żywo jak i na Twoich zdjęciach! Koniecznie muszę tam wrócić, co planuję od kilku lat, gdyż nie zwiedziłam zbyt wiele spędzając ponad tydzień kilka lat temu... Narobiłaś mi ogromną ochotę na tą wspaniałą wyspę! A przygody z autem to u mnie zawsze stały punkt programu ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepięknie! Widoki zapierają dech i rozbudzają apetyt na więcej. A psi gang wbrew pozorom wydaje się sympatyczny :), może dlatego że ja kocham psy i raczej się ich nie boję.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ależ ja tez kocham psy! Jak najbardziej! Tylko te może mnie lekutko zaskoczyły ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdjęcia jak najbardziej udane! Ja nie przepadam za zwierzętami, więc nie potrafiłabym zachować stoickiego spokoju w takiej sytuacji. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. cudnie! o problemach z autem i ich rozwiązaniem też bym chętnie poczytała. widać z tego, że duża niby renomowana firma też potrafi zrobić na szaro...

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania :-)