Strony

wtorek, 3 grudnia 2013

Lanzarote. Wszystko jest możliwe.

Zrodzona przed milionami lat z ognia i wody, szczyci się wulkanicznymi krajobrazami i zastygłą lawą, która pokrywa większa część wyspy. Została uznana za cud natury i jako Światowy Rezerwat Biosfery jest wpisana na listę UNESCO. Setki wulkanicznych stożków, zastygłe morze lawy, zielone winorośla na tle czarnych pól uprawnych i trzy kolory: biały, czarny, złoty. Tutaj każda plaża jest inna. Jedne gwarne z pełną infrastrukturą, pozostałe dzikie, położone w malowniczych, niewielkich zatoczkach. Mieszkańcy, idąc za koncepcją Cesara Manrique zagospodarowali wyspę w sposób tradycyjny. Dokładnie wiedzą o tym, że turyści wolą oglądać urocze białe domki na tle szmaragdu oceanu i czarnych skał, zamiast szklanej nowoczesności. To właśnie uzdolnionemu artyście i projektantowi Cesarowi Manrique zawdzięczamy obecny styl wyspy. Jego ideą było połączenie dziewiczego świata przyrody ze sztuczną twórczością człowieka. Myślę, że projekt został zrealizowany w 100%, ale zacznę od początku.... bo nie do końca mam zamiar słodzić na temat Lanzarote. 

Pobudka o świcie. Na wyspę dostaliśmy się porannym promem
który pływa na linii Corralejo - Playa Blanca. Przeprawa trwała niewiele ponad pół godziny a podczas rejsu można było podziwiać sąsiednią wysepkę Lobos.  Na statku buja okrutnie, przysięgam, że wypicie kawy w całości lub skorzystanie z pokładowej toalety graniczy z cudem.


Jak zrobić coś z niczego...? 

Po erupcji wulkanów, gdy Lanzarote schowała się pod warstwą lawy i pyłu, pewnie, można by stwierdzić, że z tej wyspy już niczego nie będzie, bo tu nie zostało nic ciekawego poza plażami. A jednak!  Znalazł się taki jeden odważny projektant, który postanowił dać wyspie to czego potrzebują turyści przyjeżdżając na wakacje. Turkusową wodę, palmy i wino :-) Wymyślił to tak sprytnie, że z roku na rok wyspę odwiedza coraz więcej osób, a turystyka zapewnia pracę większości mieszkańców Lanzarote. 

Zwiedzanie zaczęliśmy  od regionu La Geria, słynącego z rozległych winnic. Nigdy w życiu nie wpadłabym na pomysł uprawy winogron pośrodku niczego, na terenie przypominającym raczej krajobraz księżycowy lub czarną pustynię niż pola uprawne. I tu niespodzianka!  Co prawda żeby powstała jedna butelka białego wina trzeba zadać sobie sporo trudu, ale... da się! Każdy z  krzewów posadzony jest w osobnym zagłębieniu i osłonięty od wiatru własnym półokrągłym murkiem. Jaskrawo zielone liście przepięknie kontrastują z czarnym pikonem.  Te niepozorne, brunatne kamyczki bardzo dobrze chłoną i zatrzymują wigoć, dzięki czemu na tej pustyni w ogóle coś rośnie. Przedpołudniowa degustacja tradycyjnego wina Malvasia, pogadanka o tajnikach jego produkcji i można ruszać dalej.





 Jameos del Agua

Jeśli potrzebujecie pięknego tła dla wakacyjnych zdjęć to Cesar Manrique zapewnił Wam idealną miejscówkę! Jameos del Agua, to nic innego jak sztucznie stworzony obrazek zbudowany wokół groty z podziemnym jeziorkiem zamieszkiwanym przez endemiczny gatunek malutkich, białych krabów. Konstrukcja może i ciekawa ale tak po prawdzie to poza krabami-albinosami największą atrakcją jest tam basen i palma...  No cóż, widoczek pocztówkowy, może i piękny ale ciągle to tylko basen. Typowo turystyczne miejsce, poza muzeum wulkanicznym jest tam kawiarnia, restauracja i sala koncertowa.  Pomimo odczuwalnej sztuczności mam pełen szacunek do zamysłu artysty... co jak co, ale cel osiągnął, tłumy przyciągnął.




Następnie wjeżdżamy na najwyższy szczyt Lanzarote - Penas del Chache, aby podziwiać widok na wulkan La Corona oraz skosztować lokalnego trunku - rumu miodowego udekorowanego bitą śmietaną i nutą cynamonu. Ten idealny smak na tyle nas przekonał, że szybko opróżniliśmy kilka małych kieliszków i zaopatrzyliśmy się w trzy butelki na wynos :-) Przyznam się Wam, że specjalnie do pisania tego tekstu otworzyłam pamiątkową butelkę tego kanaryjskiego specjału. Zdrowie!
Lekko zakręceni pojechaliśmy do lokalnej restauracji gdzie czekał na nas obiad i... po butelce wina Malvasia na głowę... takie tam uroki wycieczki autokarowej... 


 Góry Ognia

Kolejna na celowniku była wizyta u Diabła na jego piekielnie gorrrącej ziemi, czyli przejazd do Parku Narodowego Timanfaya. Najpierw starszy pan udowadniał nam, że pod czerwoną ziemią nadal płynie lawa. W tym celu podawał każdemu garść żwiru, który za względu na temperaturę można utrzymać w dłoni tylko przez kilka sekund. Następnie ten sam mężczyzna nadziewał słomę na widły i wkładał ja w jedną z wykopanych w ziemi dziur. W mgnieniu oka pojawiał się dym i ogień. Ostatnim elementem eksperymentu było wlanie wiadra wody w kolejną dziurę, co skutkowało natychmiastowym jej wybiciem niczym z gejzera. Nic w tym dziwnego, gdyż podobno już na głębokości 10 cm temperatura sięga tu aż 140 %! 





Po pokazach geotermalnych, chętni mogą skosztować kuchni restauracji "El Diablo" zaprojektowanej oczywiście przez Manriqua. Doświadczenie to jest o tyle ciekawe, że restauracja dysponuje wyjątkowym grillem, do którego ogrzania wykorzystywane jest ciepło pochodzące z wnętrza wulkanu.

Przejeżdżamy również przez rozległe pasmo kraterów będących świadectwem niezwykle silnej aktywności sejsmicznej wulkanów na Lanzarote. Autokar w bardzo wolnym tempie pokonuje, serpentyny położone pomiędzy tzw. Górami Ognia. 

Na zakończenie wycieczki docieramy do jednego ze sztandarowych miejsc na Lanzarote - El Golfio, gdzie znajduje się punkt widokowy na strome rude klify, czarną plażę i głębokie jeziorko Charco de los Clicos, które powstało we wnętrzu krateru a swój niepowtarzalny, intensywnie zielony kolor zawdzięcza zamieszkującym je algom.

Trochę wiało...

W podsumowaniu mogę powiedzieć, że ta z jednej strony trochę "wymyślona i sztuczna" wyspa,  po bliższym poznaniu ma całkiem wiele do zaoferowania. Pomimo to, dla mnie wydaje się dobra na jeden, dwa dni zwiedzania ale na pełen, dwutygodniowy urlop bym się nie zdecydowała.

16 komentarzy:

  1. ach, ta winnica - moje klimaty - kocham wina! :)
    fajna wycieczka - własnie jakby była taka opcja to chciałabym zwiedzić wszystkie Wyspy Kanaryjskie tak dzień po dniu, czyli wyszłoby tak ok. 7 dni, kolejne 7 na lenistwo plażowe - i to byłby dla mnie udany urlop :D ale tak sie chyba nie da niestety :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale po co od razu taki pesymizm? Wszystko się da ;-) Ciężko będzie wszystkie na raz, ale jak to mówią... kto bogatemu zabroni :-) Z Fuerty pływają promy na Teneryfę, ale płynie się chyba z siedem godzin... jak dobrze pokombinujesz to powinno się udać...

      Usuń
  2. Jestem zachwycona. Mały kawałek raju na ziemi. Nie wiem dlaczego nie spodziewałam się tam winnic. Taką sztuczność przyjmuję, bo tu ona koreluje z przyroda. To nie betonowe mury w środku zatłoczonego miasta. Chętnie bym się tam teraz powylegiwała z kieliszkiem wina w ręku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Do dziś żyłam w przekonaniu, że na Wyspach Kanaryjskch nie ma nic do zwiedzania. Po obejrzeniu tych zdjęć, stwierdzam, że to bardzo krzywdzący i niesłuszny pogląd. Ech, cale życie się człowiek uczy... :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że na Kanarach może nie ma zabytków, kościołów czy wąskich uliczek, ale jest tak wiele cudów natury do podziwiania, że na prawdę warto się tam wybrać. Ja mam jeszcze ochotę na Teneryfę i wejście na wulkan Teide ;-)

      Usuń
  4. Kanary są na mojej liście do odwiedzenia.. Weszłam na Twoją stronę, w tle leciała melodia, którą tak dobrze znam.. tylko cholera nie mogłam sobie przypomnieć.. nie pozostało nic innego, jak czytać i czytać Twoje posty, słuchając muzyki, w nadziei, że w końcu pamięć zadziała.. i tak też się stało.. Kansas - Dust in the wind:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi :-) Ja jestem uzależniona od muzyki Pedro Javiera Gonzaleza. Co ten człowiek potrafi zrobić z gitarą....ehh... Jego wykonania znanych utworów są po prostu hipnotyzujące ;-)

      Usuń
  5. To fakt, mnie ta muzyka rowniez hipnotyzuje a od Twoich zdjec oczu nie moge oderwac...prawdziwa uczta dla oczu, pewnie sie powtarzam hihi

    OdpowiedzUsuń
  6. Niezwykłe są te skały, zatoczki. Można faktycznie spędzić tam miło i aktywnie czas :) Może kiedyś uda mi się zwiedzić i to miejsce. Nastawiam się na Wyspy Kanaryjskie, ale akurat na inną z archipelagu. Czas pokaże co się uda zrealizować :)

    Pozdrawiam
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie i udane niezwykle zdjęcia!
    Lanzarote nie znam. Byłem tylko na Teneryfie.
    Ale pozwolę się z Tobą nie zgodzić w jednej kwestii. :-)
    Myślę, że spokojnie znalazłbym coś dla siebie przynajmniej na 7 dni. 1 lub 2 dni to stanowczo za mało. :-)
    Pozdrawiam
    P.S. To zielone jeziorko -> cudo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-)
      Pewnie tak, ja zaledwie musnęłam Lanzarote i niewykluczone, że wysnułam mylne wnioski.... Mimo wszystko wolę szerokie, białe plaże Fuerteventury od tych które miałam okazję widzieć na L :-) Za to jeziorko w kraterze na prawdę robi wrażenie :-) Pozdrawiam

      Usuń
  8. Uwielbiam Lanzarote <3 spędziłam tam ponad 3 miesiące i muszę Ci powiedzieć, że nie miałam okazji zasmakować tego rumu miodowego. Mam nadzieje,że kiedyś mi się uda:) przypomniały mi się moje przygody gdy czytałam o rejsie na wyspę wilków:D za każdym razem gdy plynęłam na Fuerteventure bujało tak niemiłosiernie, że większość osób na pokładzie po 5 minutach prosiła obsługę o papierowe woreczki, aby zwrócić wcześniejszy posiłek:P

    OdpowiedzUsuń
  9. Zafascynowana Lanzarote jestem nawet po trzykrotnym pobycie. I z pewnością niebawem tam wrócę. Niby mała wyspa, lecz za każdym razem odkrywam coś nowego, i zawsze brakuje czasu na zwiedzenie wszystkiego co zaplanowane.
    Rum - super, miałam okazję spórobować. Polecam również La Graciosę - taki urokliwy koniec świata. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Planuję wyjazd w marcu na Fuertę i jeden dzien na lazarote właśnie w postaci wycieczki autokarowej objazdowej po całej wyspie, czy moge prosić jakieś namiary na firmę/osobę organizującą takie cuda? :)
    Pozdrawiam i dziękuję za odpowiedź. Marta

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania :-)